Na ostatnim odcinku specjalnym Rajdu Nyskiego, w niedzielę 12 października 2025 roku, doszło do dramatycznego wypadku z udziałem załogi BMW nr 122 — Artura Sękowskiego i Macieja Krzysika.
Samochód uderzył w przydrożną wierzbę tylną częścią po stronie kierowcy, a chwilę później doszło do potężnej eksplozji paliwa.
Auto obróciło się w powietrzu, po czym stanęło w płomieniach. Trawa przy drodze spaliła się na długości kilkunastu metrów. Zanim nadjechały służby ratunkowe, rozegrały się sceny prawdziwego dramatu i heroizmu.
„Próbowaliśmy ratować Artura”
Pierwsi na miejscu byli mieszkańcy Suchej Kamienicy – Adam, Piotr, Kacper, Krzysztof.
To oni, nie bacząc na zagrożenie, rzucili się w stronę płonącego auta, by ratować uczestników rajdu.
– Biegnąc widziałem, jak pilot wyczołgał się z płonącego samochodu przez miejsce po tylnej szybie – opowiada Kacper – Jego kombinezon się palił. Kilka razy przekoziołkował po ziemi, co częściowo ugasiło ogień. Odciągnęliśmy go w bezpieczne miejsce i dogasiliśmy resztę płomieni. Pilot krzyczał z bólu i wołał: „Co z Arturem? Ratujcie Artura!”
– Pomogłem mu ściągnąć kask, bo miał poparzone ręce – dodaje Piotr. – Był cały czas przytomny, uspokajał nas, że w aucie nic już nie wybuchnie.
Heroiczna walka kibiców
– Próbowaliśmy przewrócić samochód na koła, żeby dostać się do kierowcy – relacjonuje Adam – Chwyciliśmy za koło, ale było nas za mało. Auto było zbyt ciężkie, a płomienie zbyt silne. Potem już ratowaliśmy siebie, bo gorąc był taki, że czułem go do wieczora na twarzy.
– Widziałem nogę kierowcy, byłem pewien, że jest w środku – mówi Krzysztof – Nie ruszał się, nie krzyczał. Po chwili dobiegły kolejne załogi z gaśnicami, ale ogień był zbyt intensywny.
Służby na miejscu i śledztwo prokuratury
Płonące BMW ugasiły dopiero wozy strażackie. Jednostka OSP Bodzanów, która zabezpieczała rajd w Polskim Świętowie, pojawiła się na miejscu w kilka chwil po zdarzeniu. Na miejsce dotarły także zespoły ratownictwa medycznego i śmigłowiec LPR, który zabrał rannego pilota do szpitala w Opolu.
Niestety, kierowca Artur Sękowski zginął na miejscu.
Jak poinformowała Prokuratura Rejonowa w Prudniku, wszczęto śledztwo w sprawie spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
– Sekcja zwłok zostanie przeprowadzona 13 października – przekazał prokurator rejonowy Klaudiusz Juchniewicz. – Zabezpieczamy filmiki i zdjęcia z przebiegu wypadku, ustalamy świadków, analizujemy dokumentację organizatora rajdu. Powołamy biegłego, który sprawdzi stan techniczny samochodu i odtworzy przebieg zdarzenia.
Śledczy podkreślają, że wyjaśnianie przyczyn tragedii potrwa kilka miesięcy.
Nysa pogrążona w smutku
Na miejscu tragedii płoną znicze i kwiaty. Fani sportów motorowych, przyjaciele i mieszkańcy Nysy żegnają Artura Sękowskiego — człowieka z pasją, wieloletniego zawodnika i organizatora rajdów.
Cała Nysa pogrążyła się w żałobie.
Jednocześnie wszyscy z nadzieją i niepokojem czekają na dobre wieści o stanie zdrowia Macieja Krzysika, zastępcy starosty nyskiego, który wciąż walczy o życie w szpitalu.
Wzruszające pożegnanie bliskich
Po tragedii w mediach społecznościowych pojawiły się setki wpisów pełnych żalu i wspomnień. Szczególnie poruszający post opublikowała rodzina i współpracownicy i przyjaciele z firmy DOMAT, z którą Artur był zawodowo związany.
„Silnik ucichł, kurz opadł… ale echo Twojej pasji wciąż brzmi w naszych sercach. Odszedłeś z toru życia z podniesioną głową, tak jak żyłeś — z odwagą, determinacją i miłością do tego, co kochałeś. Żegnaj, Artur… Trudno znaleźć słowa, które oddadzą ból po stracie. Byłeś nie tylko utalentowanym kierowcą, ale też człowiekiem o wielkim sercu — lojalnym przyjacielem, oddanym synem, bratem, mężem i szefem. Twoja pasja do życia i motoryzacji była inspiracją dla nas wszystkich. Odszedłeś zbyt wcześnie, ale pamięć o Tobie pozostanie na zawsze w naszych sercach. Drogę, którą wybrałeś, prowadzisz teraz ku wiecznemu światłu…”






