Słońce — jak złota korona dnia — powoli zniża się ku horyzontowi,
malując taflę rzeki w odcieniach bursztynu i srebra.
Dwa brzegi Nysy trwają naprzeciw siebie niczym dwie opowieści,
które tylko woda potrafi połączyć.
Mosty, jak wyciągnięte dłonie, spinają je w jedno —
drogami, ludzkimi krokami, cichym rytmem codzienności.
Rzeka płynie spokojnie, ale w jej nurcie odbija się ruch życia.
Za nią — jezioro, rozlane jak lustrzana myśl, łapie ostatnie promienie dnia.
A dalej, na horyzoncie, majestatyczne góry
rosną z mgieł, jakby pilnowały tej krainy przed zapomnieniem.
Miasto oddycha: ulicami, które wiją się między domami,
dachem kościoła, dachami hal, oddechem drzew,
co stroją się w jesienne barwy.
Tu spotyka się spokój natury
z pulsującym sercem człowieka.
Wszystko jest w równowadze:
woda i ziemia, światło i cień, cisza i ruch.
Nad tym wszystkim płynie zapach wieczoru
i poczucie, że świat — choć tak zwyczajny —
jest nagle piękniejszy, bardziej prawdziwy,
kiedy patrzy się na niego z góry,
jak na fragment wiersza,
którego słowa układa sama natura i ludzie.
~FOTO MIŁAR ![]()





