Pabianice. Dnia 30 maja odbyły się mistrzostwa świata w biegu 48-godzinnym, w których udział wziął mieszkaniec Nysy, 66-letni Sanjaya Jaraszek. To był bieg najbardziej prestiżowy na świecie, gromadzący zawodników z całego świata. W tegorocznej edycji na starcie stanęło 144 zawodników.
W kategorii wiekowej M65 Sanjaya wywalczył 6. miejsce w klasyfikacji mistrzostw świata oraz 3. miejsce w klasyfikacji mistrzostw Polski, zdobywając tym samym brązowy medal. W sumie przebiegł 112 kilometrów w ciągu 17 godzin, co na tamten moment dało mu 99 miejsce w klasyfikacji Open.
— To był mój pierwszy start na mistrzostwach świata, choć w mistrzostwach Polski biorę udział regularnie. Tegoroczne wyniki napawają mnie szczególną dumą — mówi nyski ultramaratończyk.
Rok 2025 jest dla Sanjayi wyjątkowo udany. Start w Pabianicach był już jego piątym biegiem na dystansie, co najmniej 100 kilometrów w tym roku w zaledwie trzy miesiące. W każdym z tych biegów Sanjaya się wyróżnił. Taką formą może się pochwalić niewielu zawodników ultra na świecie.
— Życie to walka, życie to ruch. Do odważnych i rozumnych świat należy — podsumowuje swoją sportową filozofię.
Biegi ultra to medytacja w ruchu i szkoła charakteru
Sanjaya biega od 16 lat, z czego od 14 specjalizuje się w biegach ultra. Jak podkreśla, długie biegi mają swój wyjątkowy urok i piękno.
—Biegi ultra nie są dla każdego, jak przyznaje Nysianin, tylko dla tych, co mają mocny charakter.
— Po 7–8 godzinach biegu czasem wchodzę w stan euforii- mówi ultra maratończyk. Znika zmęczenie, pojawia się uczucie szczęścia. To coś, czego nie dają krótsze dystanse. Biegi ultra to także medytacja w ruchu, nauka uważności i skupienia. Biegi ultra uczą charakteru — to sport dla ludzi mocnych psychicznie — wyjaśnia.
— Największą nagrodą jest satysfakcja z ukończenia biegów ultra. To uczucie jest lepsze niż jakikolwiek narkotyk — dodaje z uśmiechem.
Podczas biegów ultra często pojawia się ból i zwątpienie. Kluczem do sukcesu jest umiejętność rozpoznania, kiedy sygnały organizmu można zignorować, a kiedy należy przerwać bieg, by uniknąć kontuzji.
— Walka jest ważna, ale nie za wszelką cenę. Regeneracja to też część treningu. Kiedyś po 100 km dochodziłem do siebie nawet miesiąc. Obecnie po dwóch trzech dniach mogę wznowić trening, a po dwóch , trzech tygodniach jestem gotowy do kolejnych startów. – mówi.
Historia Sanjayi to także inspirująca przemiana. Jak sam wspomina, w młodości był chorowitym dzieckiem i najsłabszym biegaczem w klasie. Dziś plasuje się w ścisłej czołówce polskich biegaczy w kategorii M60.
— Różnica między mną a ze zwykłymi śmiertelnikami 60+ jest taka, że oni, co dwa, trzy tygodnie odwiedzają lekarzy i badają wyniki, a ja, co dwa, trzy tygodnie biegam kolejną setkę i też patrzę na swoje wyniki tylko jest duża różnica moje wyniki są biegowe, sportowe — żartuje Sanjaya.
Sanjaya jest vege i propaguje zdrowy styl życia. Jego styl życia udowadnia, że wiek nie musi być przeszkodą, a biegi ultra mogą być zamiłowaniem na całe życie.
Kolejne wyzwania przed nim
Najbliższe miesiące zapowiadają się dla nyskiego ultrasa niezwykle intensywnie. Już za trzy tygodnie planuje wystartować w górskim biegu Sudecka Setka, a potem za kolejne 3 tygodnie w 130-kilometrowym Super Trailu w Lądku-Zdroju. Jak mówi Sanjaya biegać będę aż do końca świata.
Gratulacje dla Sanjayi — nysanina, który pokazuje, że hart ducha i konsekwencja prowadzą do sukcesów.
Portal Nysa życzy kolejnych udanych startów.



