Po pięciu latach pracy Robert Prygiel przestał pełnić funkcję prezesa Stali Nysa. W rozmowie podsumowuje swoją kadencję, mówi o największych sukcesach i porażkach, kulisach ostatnich sezonów, relacjach z kibicami oraz powodach odejścia. Jak podkreśla, była to jego świadoma decyzja, podyktowana przede wszystkim dobrem klubu.
„Zawiodłem siebie, kibiców, właścicieli i sponsorów”
Robert Prygiel nie ukrywa, że bezpośrednim powodem odejścia były przede wszystkim wyniki sportowe z ostatnich dwóch sezonów.
– To była moja decyzja świadoma, przede wszystkim kierująca się dobrem klubu – mówi były prezes Stali Nysa.
Jak podkreśla, drugi rok z rzędu czuł, że nie spełnił oczekiwań.
– Zawiodłem siebie, zawiodłem kibiców, właścicieli, sponsorów. W pierwszym roku było to jeszcze wytłumaczalne, bo naprawdę mieliśmy bardzo dużo problemów: popowodziowych, zdrowotnych, kontuzji, chorób. Na końcu zabrakło nam jednego punktu, żeby się utrzymać. Bez Michała Gierżota rozegraliśmy około 14 meczów i zdobyliśmy zaledwie jeden punkt – przypomina.
W jego ocenie dużo większym rozczarowaniem był jednak ostatni sezon w pierwszej lidze.
– Obiecaliśmy sobie walkę o powrót do PlusLigi, a zakończyliśmy sezon już na pierwszym etapie play-offów. To było dla mnie ogromne rozczarowanie. Uważam, że ten skład, sztab i cała praca klubu nie były adekwatne do tak szybko zakończonego sezonu. Nie mówię, że musieliśmy awansować, ale tę drużynę było stać na finał – zaznacza.
„Kłamstwa i manipulacje zaczęły odbijać się na klubie”
Były prezes wskazuje też trzeci, bardzo ważny powód swojej decyzji.
– Strona społeczna, opinie na mój temat, kłamstwa, manipulacje, ilość nieprawdziwych kontekstów wokół mojej pracy sprawiły, że zauważyłem, iż coraz więcej ludzi zaczyna w to wierzyć. To odbijało się na klubie, więc dla dobra Stali i Polonii uznałem, że najlepiej będzie odejść – mówi.
Jego zdaniem dalsze trwanie w tej sytuacji mogło szkodzić obu klubom.
Pięć lat jak rollercoaster
Jak Robert Prygiel ocenia dziś swoją pięcioletnią pracę w Nysie?
– Zdecydowanie rollercoaster – odpowiada bez wahania.
Przypomina, że obejmował funkcję 1 lipca, kiedy drużyna była już zbudowana, a trenerem był Krzysztof Stelmach.
– Od pierwszego dnia czułem, jakie jest napięcie wokół trenera Krzysztofa Stelmacha. Dla mnie, kiedy byłem młodym siatkarzem, był on gwiazdą polskiej siatkówki i moim idolem. Widziałem jednak, że w Nysie mówi się o nim źle, bardzo źle albo wcale. Musiałem podjąć decyzję o zwolnieniu go z pracy w klubie i była to dla mnie bardzo trudna decyzja – wspomina.
Już w pierwszym roku udało mu się jednak osiągnąć jeden z ważnych celów właścicieli klubu.
– Podpisaliśmy umowę ze sponsorem tytularnym – firmą PSG. To był jeden z głównych punktów, które postawiono przede mną na początku pracy – zaznacza.
Największe sukcesy? Nie jeden, ale kilka
Robert Prygiel nie wskazuje jednego sukcesu, lecz cały szereg działań, które uważa za ważne.
Wśród nich wymienia:
- podpisanie umowy ze sponsorem tytularnym PSG,
- dwa bardzo dobre sezony, zakończone dwukrotnie 7. miejscem i grą w play-offach,
- odważne postawienie na trenera Daniela Plińskiego,
- wypromowanie zawodników, którzy trafili do reprezentacji Polski lub mocnych klubów,
- rozwój struktur klubowych,
- połączenie Stali i Polonii oraz rozwój piłki nożnej w Nysie,
- a także uporządkowanie finansów i bardziej racjonalne wydawanie pieniędzy.
– Patrząc chłodno, nie będąc mieszkańcem Nysy i nie będąc uwikłanym w lokalne relacje, mogłem podejmować wiele decyzji stricte biznesowych dla dobra klubu. Udało się porozwiązywać pewne dziwne, zawyżone lub nieadekwatne umowy. To była moja mocna strona – ocenia.
Jako sukces wskazuje też rozwój młodych zawodników.
– Na pewno sukcesem było wprowadzenie paru zawodników do reprezentacji Polski, wypromowanie Michała Gierżota, Basima Bentary, a także inwestycja w młodych zawodników z dłuższymi kontraktami – zaznacza.
Stal, Polonia i rozwój akademii
Robert Prygiel sporo mówi również o piłkarskiej części projektu.
– Połączenie klubów oznaczało ogrom pracy. Obawiałem się tego, bo nie jestem ekspertem od piłki nożnej, ale przy współpracy z ludźmi zaangażowanymi w Polonię udało się zrobić naprawdę fajne rzeczy. Największym sukcesem był awans do trzeciej ligi – podkreśla.
Za ważne uważa również inwestycje infrastrukturalne:
- nowy stadion,
- przejęcie i odnowienie boiska na Podzamczu,
- oraz rozwój akademii.
– Ilość adeptów akademii wzrosła o około 60–70 procent. Widok pełnych boisk dzieci i młodzieży to coś naprawdę budującego – mówi.
Wspomina także o pozyskaniu sponsora tytularnego dla Akademii Siatkówki.
– To nie należało do moich obowiązków, ale udało się pozyskać dla akademii sponsora tytularnego – firmę Tauron. Dzięki temu poprawiły się warunki pracy trenerów, pojawił się nowy sprzęt, obozy i turnieje. Zrobiłbym to jeszcze raz – dodaje.
Największe porażki? „Bez dwóch zdań”
Były prezes otwarcie przyznaje, że największe porażki są dwie.
– Bez dwóch zdań są to spadek z PlusLigi i odpadnięcie na tym etapie w pierwszej lidze, kiedy mieliśmy apetyt na walkę o awans – mówi.
Do porażek zalicza też fakt, że przez pięć lat nie udało mu się zbudować w pełni nyskiego sztabu wokół drużyny siatkarskiej.
– Miałem takie marzenie, żeby ten sztab był nyski, silny, mocny – drugi trener, przygotowanie fizyczne, statystyk, fizjoterapeuta. Próbowałem, były różne podejścia, ale się nie udało. To również odbieram jako porażkę – przyznaje.
Jako niedosyt wskazuje również niewystarczające zaangażowanie lokalnego biznesu.
– Nie udało mi się w dużej mierze przekonać biznesu nyskiego do większego wspierania sportu w Nysie. Były firmy, które były z nami na dobre i na złe i jestem im za to bardzo wdzięczny, ale liczyłem, że uda się zrobić więcej – zaznacza.
Co nie zagrało w ostatnim sezonie?
W ocenie Roberta Prygla problemów było sporo.
– Były momenty, kiedy graliśmy bardzo dobrą siatkówkę, ale były też momenty, gdy przegrywaliśmy u siebie z zespołami, z którymi nie powinniśmy tracić punktów. Ta drużyna była bardzo niestabilna. Nie mieliśmy pierwszej szóstki, głównie przez urazy. Praktycznie siedmiu, ośmiu zawodników miało w perspektywie całego sezonu różne problemy zdrowotne. To powodowało szarpaną grę – tłumaczy.
Nie ukrywa, że z perspektywy czasu pewne decyzje transferowe być może należało podjąć inaczej.
– Być może wcześniej trzeba było zrobić zmianę jednego z zawodników zagranicznych. Axel dał drużynie impuls i wydaje mi się, że gdyby wcześniej był w tej grupie, mógłby jej dać więcej – ocenia.
„Nie było problemów organizacyjnych ani finansowych”
Na pytanie o kulisy funkcjonowania klubu Robert Prygiel odpowiada jasno:
– Nie było problemów organizacyjno-finansowych, które rzutowałyby na wynik sportowy. Oczywiście każdy klub ma swoje codzienne trudności, kontuzje, urazy, ale nie było czegoś takiego, co usprawiedliwiałoby wynik sportowy – podkreśla.
Dodaje, że klub zostawia w stabilnej sytuacji.
– Zostawiam klub bez żadnych długów, stabilny, z mniej więcej połową składu pierwszoligowej drużyny na przyszły sezon już zbudowaną. Nowy prezes ma czystą kartę zarówno od strony sportowej, jak i finansowej oraz organizacyjnej – zaznacza.
„Nowy prezes ma serce do Stali”
Robert Prygiel nie chce publicznie podpowiadać Arkadiuszowi Olejniczakowi, jakie trzy pierwsze ruchy powinien wykonać jako nowy prezes.
– Arek jest inteligentnym facetem, oddanym emocjonalnie, grał w Stali, ma serce dla Stali, zna środowisko. Rozmawialiśmy o błędach i o tym, gdzie ja je popełniłem, a gdzie nie. Ale teraz to jest już jego odpowiedzialność i jego decyzje. Będę mu kibicował – mówi.
W jego ocenie Stal ma realną szansę znów włączyć się do walki o najwyższe cele.
– Przyszły sezon teoretycznie nie będzie miał tak wyraźnego lidera, jakim był GKS Katowice. Będą mocne drużyny, ale chyba żadna nie zainwestowała aż tak jak Katowice. Na ten moment wydaje się, że misja może być łatwiejsza – ocenia.
O kibicach: „Zrobiliśmy dwa kroki wstecz i wyszło to wszystkim na dobre”
Były prezes dużo miejsca poświęca też kibicom.
– Ja naprawdę przez pięć lat robiłem tyle, ile mogłem. Fanklub kibica jest wysokiej klasy. Mają swój styl dopingu, który mi osobiście pasuje. Oczywiście bywało, że się ścieraliśmy, bo oni walczyli o swoje, ja walczyłem o klub, ale zawsze dla dobra Stali dochodziliśmy do porozumienia – mówi.
Jego zdaniem ostatni sezon był pod tym względem najlepszy.
– Nie było sytuacji, w których byliśmy uwikłani w jakieś problemy. Nawet po porażkach kibice reagowali z większym zrozumieniem. Myślę, że oni zrozumieli, że nie ma na boisku zawodnika czy trenera, który chce przegrać. To naprawdę bardzo duży postęp – ocenia.
Dodaje też ważne słowa do tych, którzy mają do niego żal.
– Jeżeli ktoś czuje, że go zawiodłem, to przepraszam. Nie było to w mojej intencji. Zawsze starałem się robić wszystko najlepiej dla Stali – podkreśla.
„Nie pracowałem w Stali dla pieniędzy”
Na koniec Robert Prygiel mówi też o sobie i planach na najbliższy czas.
– Wracam do domu, chcę trochę odetchnąć, bo ta rozłąka z rodziną była duża. Naprawdę nie pracowałem w Stali dla pieniędzy, wbrew wielu opiniom i kłamstwom. Przez pierwsze trzy lata bardzo lubiłem tę pracę, to było dla mnie wyzwanie i realizacja. Ostatnie półtora roku było już bardzo ciężkie – przyznaje.
W jego ocenie w tym okresie klub zbyt często pojawiał się w sporach politycznych.
– Stal była wykorzystywana w polityce, co było dla mnie bardzo przykre. Teraz chcę odpocząć, zresetować głowę i zastanowić się, co dalej będę robił – mówi.
Zastrzeżone herby jako „mały sukcesik”
Na koniec rozmowy Robert Prygiel zwrócił jeszcze uwagę na jedną rzecz, którą uważa za swój mały, ale ważny sukces.
– Zastrzegliśmy herby i znaki Stali Nysa oraz Polonii. Dziwię się, że przez tyle lat nikt tego nie zrobił. Udało się zabezpieczyć ich wartość historyczną i własność intelektualną. To może drobiazg, ale dla mnie to też ważne – podsumowuje.
odziękowanie na koniec
Były prezes poprosił też o przekazanie jednego ważnego komunikatu:
– Chciałem podziękować wszystkim kibicom, wszystkim ludziom oddającym serce, czas, pracę i pieniądze dla Stali Nysa. Dziękuję za te pięć lat i pozdrawiam wszystkich, którzy byli z klubem na dobre i na złe – zakończył Robert Prygiel.





