12 października 2025 roku, godzina 11:31. Odcinek specjalny między Polskim Świętowem a Suchą Kamienicą. Szybkie, wąskie partie, zakręty „na szóstkę”, gdzie nie puszcza się gazu. Samochód pędził około 200 km/h.

– „Miałem to miejsce opisane jako: prawy sześć do lewy trzy podwójny. Nic trudnego” – wspomina Maciej Krzysik.
A jednak właśnie tam wydarzyło się coś, czego do dziś nie potrafi wytłumaczyć.
Sekunda, która zmieniła wszystko
Na łagodnym prawym łuku samochód nagle stanął bokiem. Maciej, który był pilotem, poczuł jak auto ustawia się jego stroną do drogi. Kierowca Artur skontrował kierownicą, ale pojazd odbił w przeciwną stronę – jak wahadło.
– „Uderzyliśmy stroną Artura w drzewo z prędkością około 150–160 km/h”.
Zderzenie rozerwało zbiornik paliwa. Benzyna chlusnęła do środka kabiny. W jednej chwili cały samochód stanął w płomieniach.
Auto przekoziołkowało i zatrzymało się na prawym boku – na stronie Macieja.
„Skąd ogień?”
Samego uderzenia w drzewo Maciej nie pamięta – przeciążenie odebrało mu przytomność. Ocknął się, gdy samochód był już unieruchomiony.
– „Moja pierwsza myśl była absurdalna: skąd ogień? Przecież rajdowe auta się nie palą. To niemożliwe…”
Chwilę później ogień opanował całą kabinę. Nie było czasu na analizę.
– „Był tylko jeden cel: uciekać.”
Maciej wypiął pasy i przez boczne okno wyszedł z wraku. Zamknął oczy, by ich nie poparzyć. Po omacku wspiął się na drzwi i zeskoczył na pobocze.
– „Ogień był potężny. Kibice złapali mnie za kombinezon i odciągnęli.”
Leżąc na asfalcie uspokajał innych:
– „Mówiłem im, żeby ratowali Artura. Byłem przytomny. Nie czułem bólu – adrenalina robiła swoje.”
Wiedział, że Artur nie żyje
Z samochodu bił taki żar, że nawet ratownicy mieli problem, by się zbliżyć.
– „Kiedy kibice powiedzieli mi, że temperatura jest ogromna, wiedziałem już, że Artur nie przeżył. Logika mi to podpowiadała.”
Helikopter zabrał Macieja do szpitala. Dalej pamięta już tylko fragmenty.

Śpiączka i walka o życie
Najpierw Opole – badania pod kątem obrażeń wewnętrznych. Potem Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.
Tam rozegrała się prawdziwa walka o życie.
Poparzone drogi oddechowe, niemal przepalona tchawica, niewydolność krążeniowa i wielonarządowa. Prawa dłoń była zwęglona – amputacja. Kilka dni później, z powodu głębokich oparzeń i braku krążenia, amputowano także lewą dłoń.
– „Lekarze nie dawali mi dużych szans. Przez wiele tygodni nie było wiadomo, czy przeżyję.”
Przełom nastąpił dopiero w listopadzie, gdy bronchoskopia pokazała, że drogi oddechowe zaczynają się regenerować.
– „Nie było nawet pewności, czy będę mówił, słyszał i widział.”
Na szczęście wszystko się udało.
Powrót do życia
Maciej był w śpiączce od 12 października do 25 listopada. Stracił 16 kilogramów masy mięśniowej. Dziś jest w trakcie intensywnej rehabilitacji.
– „Już chodzę, z asekuracją. Widzę, jak z dnia na dzień wracają siły.”
Czekają go operacje plastyczne twarzy, powiek, nosa, rąk i nóg. Blizny wymagają długiego leczenia. Tchawica, choć się zagoiła, jest cienka i musi być stale monitorowana.
Zbiórka zakończona sukcesem – 100% celu
Po wypadku ruszyła ogólnopolska zbiórka na leczenie Macieja. Cel był ogromny: 850 tysięcy złotych.
Dziś można już powiedzieć jedno:
Zbiórka zakończyła się pełnym sukcesem – zebrano 100% kwoty.
Pieniądze zostaną przeznaczone na:
- bioniczne mioelektryczne protezy obu dłoni,
- długotrwałą rehabilitację,
- leczenie dróg oddechowych,
- operacje plastyczne twarzy, rąk, nóg i miejsc po przeszczepach skóry.
– „Bałem się, czy uzbieramy choć na jedną protezę. A udało się wszystko. To coś niewiarygodnego.”
Chce wrócić. Nawet do rajdów
Maciej nie ukrywa, że jego marzenia się zmieniły.
– „Najważniejsze jest zdrowie i samodzielność.”
Ale… chce też wrócić do rajdów.
– „To jest moja pasja. Mam już propozycje startów, nawet w Rajdzie Legend – żeby podziękować kibicom.”
„Dziękuję całej Polsce”
Na koniec Maciej nie kryje wzruszenia:
– „Jestem dozgonnie wdzięczny wszystkim: kibicom, przedsiębiorcom, mieszkańcom Nysy i całej Polski. Dzięki Wam mam przyszłość.”
To historia dramatu, który w jednej chwili odebrał mu wszystko – i historii solidarności, która dała mu szansę zacząć od nowa.






