W niedzielę, 4 maja 2026 roku, na oficjalnym profilu WOPR Nysa opublikowano obszerne oświadczenie, w którym ratownicy wodni alarmują o trudnej sytuacji finansowej i zarzucają władzom miasta niewystarczające wsparcie dla ratownictwa wodnego.
W komunikacie zatytułowanym „Oświadczenie WOPR Nysa – Dość ignorowania bezpieczeństwa” przedstawiciele WOPR podkreślili, że od lat społecznie ratują życie, patrolują akweny, szkolą dzieci i młodzież oraz dbają o bezpieczeństwo mieszkańców i turystów. Ich zdaniem obecna sytuacja finansowa zmusza jednostkę do ograniczania działań patrolowych i szukania wsparcia u prywatnych firm nawet na podstawowe potrzeby, takie jak paliwo czy bieżące funkcjonowanie.
Ratownicy wskazali m.in., że:
- roczne koszty mediów przekraczają 90 tys. zł,
- podatki to około 7 tys. zł rocznie,
- wartość pracy wolontariackiej ratowników przekracza 90 tys. zł,
- remonty, utrzymanie łodzi i ubezpieczenia to kolejne ponad 25 tys. zł rocznie.
WOPR Nysa zarzucił również, że planowana dotacja w wysokości 50 tys. zł została pomniejszona o 15 tys. zł, a pieniądze miały trafić do podmiotu, który – jak napisano – „nie prowadzi działań ratowniczych na wodzie”. W oświadczeniu pojawiły się też bardzo mocne słowa o „świadomym osłabianiu systemu ratownictwa wodnego” oraz ostrzeżenie, że bezpieczeństwo nad wodą może być zagrożone decyzjami administracyjnymi.
Ratownicy przypomnieli także swoją aktywność podczas powodzi i innych sytuacji kryzysowych, podkreślając, że niejednokrotnie działali natychmiast, bez systemowego wsparcia, opierając się na własnych zasobach i pomocy ludzi dobrej woli.
Burmistrz odpowiada: „To oświadczenie mija się z prawdą”
Na publikację WOPR zareagował burmistrz Nysy Kordian Kolbiarz, który odniósł się do sprawy w komentarzu pod wpisem ratowników. W swojej odpowiedzi podkreślił, że od lat wspiera WOPR i szanuje pracę ratowników, ale nie zgadza się z treścią opublikowanego oświadczenia.
– Od pierwszego dnia, kiedy zostałem burmistrzem, a wcześniej jeszcze jako dyrektor PUP wspierałem, wspieram i będę wspierał finansowo Waszą służbę i Wasze ogromne poświęcenie. Jesteście świetnymi ratownikami, dobrymi ludźmi, a mieszkańcy zawsze mogli i mogą na Was liczyć. Chylę czoła przed Wami i tym, co dla nas robicie – napisał burmistrz.
Jednocześnie zaznaczył, że treść oświadczenia WOPR – jego zdaniem – „bardzo mocno mija się z prawdą”.
Burmistrz: gmina organizuje otwarty konkurs, a problem dotyczył wniosku
Kordian Kolbiarz wyjaśnił, że co roku Gmina Nysa organizuje otwarty konkurs ofert na wsparcie realizacji zadania publicznego z zakresu ratownictwa i ochrony ludności. Jak podał, w tym roku do urzędu wpłynęły cztery oferty od podmiotów zajmujących się tego typu działalnością, a każda z nich była oceniana przez komisję konkursową.
Kluczowym elementem odpowiedzi burmistrza jest twierdzenie, że we wniosku WOPR znalazły się koszty, które nie mogły zostać zakwalifikowane w konkursie.
Burmistrz wskazał, że w dokumentach złożonych przez WOPR znalazły się między innymi takie pozycje jak:
- zakup fotela biurowego,
- budowa dachu nad tarasem siedziby,
- pokrycie kosztów podatku od nieruchomości.
Według włodarza Nysy są to wydatki, które nie wpisują się w cel konkursu z zakresu ratownictwa i ochrony ludności, dlatego nie mogły zostać zaakceptowane.
– Po odjęciu zakupów, które nie mają nic wspólnego z ratowaniem życia i ochroną ludności, przyznano WOPR kwotę nieco ponad 35 tys. zł, czyli 100% wskazanych przez WOPR działań z zakresu ratownictwa i ochrony ludności – napisał burmistrz.
Sedno sporu: nie sama dotacja, ale zakres wydatków
Z przedstawionego przez burmistrza stanowiska wynika, że miasto nie odmówiło wsparcia dla ratownictwa wodnego jako takiego, lecz zakwestionowało część wydatków wpisanych do wniosku jako niezwiązanych bezpośrednio z zadaniem ratowniczym.
W praktyce spór nie dotyczy więc samej potrzeby wspierania WOPR, lecz tego, jakie konkretnie wydatki mogą zostać sfinansowane z publicznych pieniędzy w ramach konkursu. To istotna różnica, bo zmienia sposób patrzenia na całą sprawę. Z jednej strony ratownicy mówią o realnych kosztach utrzymania gotowości, z drugiej urząd wskazuje, że nie wszystkie wydatki mogą zostać pokryte z dotacji przeznaczonej na ratownictwo i ochronę ludności.
Burmistrz przypomina: rok temu WOPR dostał 50 tys. zł
W swojej odpowiedzi Kordian Kolbiarz zwrócił też uwagę, że w ubiegłym roku WOPR Nysa otrzymał dofinansowanie na poziomie 50 tys. zł, ponieważ – jak zaznaczył – poprzedni wniosek nie zawierał tego typu błędów.
– W ubiegłym roku Wasz wniosek nie zawierał tego typu „błędów” i uzyskał dofinansowanie na poziomie 50 tys. zł – stwierdził.
Burmistrz uznał również, że obarczanie go odpowiedzialnością za błędy formalne w sporządzonym wniosku jest nadużyciem i wprowadza mieszkańców w błąd.
– Obciążanie mnie Waszymi „błędami” w sporządzanym przez Was wniosku o dotację jest sporym nadużyciem i niestety wprowadza mieszkańców w błąd – napisał.
Na zakończenie wyraził przekonanie, że kolejne wnioski – podobnie jak w latach ubiegłych – będą przygotowane poprawnie i zgodnie z celem konkursu.
Dwie strony sporu, jedna ważna sprawa
Spór między WOPR Nysa a władzami miasta dotyczy sprawy bardzo ważnej dla mieszkańców, czyli bezpieczeństwa nad wodą. Z jednej strony ratownicy wskazują na realne koszty funkcjonowania i alarmują, że bez odpowiednich środków trudno utrzymać pełną gotowość. Z drugiej strony burmistrz odpowiada, że gmina nie odmawia wsparcia, ale musi działać zgodnie z zasadami konkursu i nie może finansować wydatków, które nie mieszczą się w jego zakresie.
Na dziś najważniejsze wydaje się jedno: sprawa wymaga spokojnego wyjaśnienia i rzeczowej rozmowy, bo bezpieczeństwo mieszkańców oraz turystów korzystających z akwenów na terenie gminy Nysa nie powinno być przedmiotem publicznego konfliktu, lecz wspólnej odpowiedzialności.







