W Nysie odbyło się pierwsze szkolenie z zakresu ochrony ludności i zarządzania kryzysowego, mające przygotować mieszkańców na sytuacje nadzwyczajne – od powodzi po blackout. Spotkanie pokazało, jak wiele jeszcze pozostaje do zrobienia w kwestii edukacji i świadomości obywateli.
„Powódź groźniejsza niż wojna”
Uczestnicy szkolenia zwracali uwagę, że zagrożenie powodziowe wciąż budzi niepokój.
– Dla mnie bulwersujące jest to, że władze miasta nie mają wpływu na zrzut wody z Jeziora Nyskiego. Jeśli coś pójdzie nie tak, znowu to my – mieszkańcy – poniesiemy największe straty – mówi jeden z uczestników.
Dodaje, że jego zdaniem ryzyko powodzi jest dziś bardziej realne niż ryzyko wojny, a mieszkańcy nadal nie wiedzą, gdzie mają się ewakuować w razie zagrożenia.
– W moich czasach szkolnych były schrony i obrona cywilna, dziś większość z nich jest zdewastowana albo zasypana. Ludzie nie wiedzą, gdzie mają uciekać – podkreśla.
Przygotowanie na blackout i kryzys energetyczny
Krzysztof Florek z Urzędu Miejskiego w Nysie zaprezentował zestawy awaryjne, które mogą pomóc w sytuacji długotrwałego braku prądu.
– Mamy tu panele fotowoltaiczne 50 W, magazyny energii, lampy i żarówki ładowane słońcem, a także kuchenki gazowe. Taki zestaw może zapewnić rodzinie przetrwanie przez kilka dni bez prądu – tłumaczył.
Natomiast dr hab. Marek Kulisz przypomniał, że Unia Europejska zaleca przygotowanie się na minimum 72 godziny samodzielnego funkcjonowania bez pomocy służb.
– Nie będzie prądu – nie zrobimy zakupów, nie zatankujemy, nie wypłacimy gotówki. Trzeba być na to gotowym. Młodzi ludzie nie wyobrażają sobie 24 godzin bez internetu, a przecież blackout jest realnym zagrożeniem – zaznaczył.
Jak zauważył jeden z wykładowców, większość ludzi w sytuacji kryzysowej wybiera najgorsze możliwe rozwiązanie, jeśli nie jest wcześniej przygotowana. Dlatego tak ważna jest edukacja i cykliczne szkolenia.
– Te zajęcia to dopiero początek. Ustawa o ochronie ludności nakłada obowiązek organizowania takich spotkań regularnie. I dobrze, bo wiedza to podstawa bezpieczeństwa – mówił prowadzący.
Czas na działanie, nie tylko na papierze
Uczestnicy zwracali uwagę, że choć szkolenie jest potrzebne, to na razie wszystko wygląda dobrze tylko na papierze.
– Mamy dużo prezentacji, ale rzeczywistość bywa inna. W chwili zagrożenia liczą się sekundy, a ludzie w panice nie wiedzą, co robić – mówi jeden z mieszkańców. – Potrzebujemy jasnych zasad: gdzie są schrony, gdzie punkty ewakuacji, kto za co odpowiada. Inaczej w sytuacji kryzysu znowu zapanuje chaos.
Edukacja zamiast paniki
Szkolenie pokazało, że mieszkańcy chcą wiedzieć więcej i być przygotowani. To dopiero pierwszy krok – „kropla, która drąży skałę”.
– Niech każdy z nas wie, jak się zachować. Nie czekajmy, aż służby zrobią wszystko za nas. Bezpieczeństwo zaczyna się od świadomości – podsumowano spotkanie.



