Zrzut, który mógł zatopić Nysę. Naukowcy alarmują: urządzenia na zaporze fałszowały dane


Podczas wrześniowej powodzi w 2024 roku sztab kryzysowy nie wiedział, ile wody naprawdę spuszcza ze zbiornika w Nysie. Urządzenia pomiarowe mogły zaniżać odczyty nawet o 30 procent. To wnioski ekspertów z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, którzy o swoich ustaleniach poinformowali prokuraturę.


Dramatyczny dzień nad Nysą

16 września 2024 roku — ten dzień wielu mieszkańcom Nysy na długo pozostanie w pamięci. Wydawało się, że po przejściu fali powodziowej z Białej Głuchołaskiej miasto może wreszcie odetchnąć. Niestety, w południe zapadła decyzja, która mogła zakończyć się katastrofą.

Sztab kryzysowy Wód Polskich we Wrocławiu postanowił zwiększyć zrzut wody z Jeziora Nyskiego z 280 do 1000 metrów sześciennych na sekundę. Tysiące ton wody runęły przez jaz i upusty denne do koryta rzeki Nysy Kłodzkiej.

Instrukcja eksploatacyjna zbiornika dopuszcza takie wartości – teoretycznie powinno być bezpiecznie. Tymczasem poziom rzeki gwałtownie wzrósł, woda zaczęła przelewać się przez korony wałów, a w niektórych miejscach doszło do ich podmycia i pęknięć. Mieszkańcy w pośpiechu układali worki z piaskiem, by ratować miasto. Dopiero wieczorem, po zmniejszeniu zrzutu do 800 m³/s, sytuacja zaczęła się stabilizować.


Fałszywe odczyty i wadliwe urządzenia

Przez wiele miesięcy nie było jasne, dlaczego Nysa znalazła się na granicy powodzi, skoro zrzuty – według danych – nie przekraczały norm. Wody Polskie zleciły ekspertyzę naukowcom z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Ich raport był szokujący. Jak ustalili badacze, urządzenia pomiarowe i spustowe na zaporze mogły zaniżać faktyczne odczyty nawet o 30 procent. To oznacza, że w chwili największego zrzutu do rzeki mogło trafiać znacznie więcej wody, niż zakładał sztab kryzysowy.

W zawiadomieniu skierowanym do Prokuratury Okręgowej w Opolu naukowcy napisali, że nieprawidłowo działały siłowniki zasuw i czujniki pomiarowe. Wadliwy montaż i błędy techniczne mogły wprowadzić w błąd operatorów zapory, co w krytycznym momencie doprowadziło do niekontrolowanego zrzutu wody.

Urządzenia mogły zaniżać rzeczywiste wartości przepływu nawet o jedną trzecią – potwierdza prok. Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu. – Sprawdzamy, czy te ustalenia są wiarygodne i czy mogło dojść do popełnienia przestępstwa.


Zapora po modernizacji za pół miliarda

Nyski zbiornik przeszedł gruntowną modernizację w latach 2013–2016. Inwestycja, warta blisko pół miliarda złotych, miała zwiększyć bezpieczeństwo przeciwpowodziowe całego regionu. W ramach przebudowy powstały m.in. dwa potężne upusty denne, nowe urządzenia sterujące oraz system monitoringu zdalnego.

Problem w tym, że główny wykonawca – Hydrobudowa Gdańsk – w trakcie inwestycji ogłosił upadłość. Dokończenie prac powierzono innym firmom, a projekt w międzyczasie kilkakrotnie modyfikowano. Pierwotnie planowano cztery upusty denne, ostatecznie powstały dwa. Dziś trudno ustalić, kto odpowiada za ewentualne błędy konstrukcyjne lub montażowe.

– Będziemy analizować, czy w trakcie modernizacji nie doszło do uchybień technicznych – zapowiada prokurator Bar.


Sztab kryzysowy działał „na ślepo”

Jak wynika z raportu naukowców, w czasie kulminacji powodzi operatorzy zapory nie mieli pełnej wiedzy, ile dokładnie wody wypływa z jeziora. System pomiarowy wskazywał dane zaniżone, co mogło doprowadzić do niebezpiecznego przepełnienia koryta.

Gdyby – jak zakładała instrukcja – zdecydowano się na maksymalny dopuszczalny zrzut 1400 m³/s, Nysa zostałaby zalana.

W tej sytuacji ocalenie miasta było zasługą szybkiej reakcji służb i mieszkańców. Burmistrz Kordian Kolbiarz przyznaje, że decyzja o zmniejszeniu przepływu zapadła po dramatycznej nocy.

– Widzieliśmy, jak woda podchodziła do samej korony wałów. Mieszkańcy i strażacy nie mogli wejść na groble, by wzmacniać zabezpieczenia. Wymusiliśmy wtedy na Wodach Polskich zmniejszenie zrzutu. To uratowało Nysę – wspomina burmistrz.


Nowe przepisy i lekcje na przyszłość

Z raportu wynika również, że system zarządzania zrzutami wody oparty jest na cyfrowych algorytmach, które nie zawsze uwzględniają realne warunki w terenie. – Co innego widzieć liczby na ekranie we Wrocławiu, a co innego stan rzeki w Nysie – komentuje Kolbiarz.

Zgodnie z nową instrukcją eksploatacyjną, nad którą pracują Wody Polskie, maksymalny dopuszczalny zrzut z Jeziora Nyskiego ma zostać ograniczony do 600 m³/s, czyli o ponad połowę mniej niż dotychczas. Ma to znacząco zmniejszyć ryzyko powodzi.

– Nie ma pełnej gwarancji bezpieczeństwa, bo z naturą nie wygramy – mówi burmistrz. – Ale ryzyko zostanie ograniczone do minimum.


Prokuratura bada sprawę

Śledztwo w sprawie przyczyn powodzi i ewentualnych zaniedbań przy zarządzaniu zbiornikiem prowadzi Prokuratura Okręgowa w Opolu. Postępowanie obejmuje zarówno działanie Wód Polskich, jak i kwestie techniczne związane z urządzeniami na zaporze.

Starosta nyski Daniel Palimąka podkreśla, że w tej chwili kluczowe jest ustalenie faktów:
– Od tego jest prokuratura, by to zbadać. Nie jestem ekspertem, ale mam swoje wątpliwości – mówi. – W czasie powodzi widzieliśmy wiele niepokojących sytuacji. Teraz czas, by fachowcy dokładnie to wyjaśnili.


Lekcja, której nie można zignorować

Wrześniowa powódź z 2024 roku pokazała, jak cienka jest granica między bezpieczeństwem a katastrofą. Błędy techniczne, niesprawne urządzenia i brak pełnej kontroli nad zrzutem wody mogły doprowadzić do tragedii.

Dziś, gdy Nysa powoli zapomina o tamtych dramatycznych dniach, eksperci przypominają: nowoczesna technologia nie zastąpi doświadczenia i zdrowego rozsądku. A zapora, która miała chronić miasto, nie może stać się jego zagrożeniem.


Portal Nysa ostrzegał już we wrześniu

Warto przypomnieć, że o możliwych nieprawidłowościach w pomiarach zrzutu wody informował już Portal Nysa w materiale wideo opublikowanym 26 września 2024 roku, zatytułowanym „Czy Wody Polskie ściemniają? Zrzut z Jeziora Nyskiego był większy niż 1000 m³/s.”
W filmie redaktor Miłar Kokoszka zwracał uwagę, że rzeczywisty poziom rzeki i wskazania wodowskazów nie pokrywają się z danymi przekazywanymi przez Wody Polskie. Dziennikarz podkreślał, że podczas kulminacji powodzi poziom wody w Nysie był wyraźnie wyższy, niż wynikałoby to z oficjalnych komunikatów, co mogło oznaczać, iż rzeczywisty zrzut wody był większy, niż podawano opinii publicznej. Już wtedy Portal Nysa sugerował, że rozbieżności te mogą wynikać z błędnych odczytów urządzeń pomiarowych lub nieprecyzyjnego raportowania sytuacji kryzysowej.

 

Powódź 2024 w Nysie. Historia zapisana kamerą Portalu Nysa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij materiał

Postaw kawę dla Portal Nysa za pracę

Kliknij tutaj
Edit Template

Kontakt

Redakcja Portal Nysa

Tel./SMS/Whatsapp 796 785 683 

redakcja@portalnysa.tv

Najnowsze posty

  • All Post
  • Aktualności
  • Domy
  • Działki budowlane
  • Działki inwestycyjne
  • Działki ogrodowe
  • Głuchołazy
  • Interwencje
  • Inwestycje
  • Mieszkania
  • Na sygnale
  • Nieruchomości
  • Otmuchów
  • Paczków
  • Pogoda
  • Polska i Świat
  • Powódź
  • Region
  • Reklama
  • Sport
  • Wiadomości
  • Wydanie PDF Informator Portal Nysa
  • Wydarzenia
  • Wynajem
  • Wywiady
  • Zdrowie
  • Zdrowie, na wesoło
  • Zobacz Nysę

Portal Nysa w mediach społecznościowych

© 2024 Wszelkie prawa zastrzeżone. 

0%